Grudzień jest miesiącem, który mógł przebiegać tylko pod jednym tematem: tradycje. No bo z czym innym kojarzy nam się ta pora roku? Zaczęliśmy od książeczek. Rożnych, najróżniejszych. Znalezionych w domu i w bibliotece. Czytałyśmy więc o tym czym Święta Bożego Narodzenia są, jak się do nich przygotować i jakie emocje wywołują. A ponieważ moja natura filozofa w takich momentach odzywa się ze zdwojoną siłą - starałam się skupić głównie na przeżyciach duchowych, a o materialnych tylko napomknąć. Potem oglądałyśmy obrazki, które przedstawiały najważniejsze symbole tego święta. Wiele razy opowiadałam Zosi o tym, co one przedstawiają i dlaczego. A przy okazji słuchałyśmy kolęd. A kiedy uznałam, że w teorii Zosia już wie to, co powinna na ten moment - przeszłyśmy do działań. Pojechałyśmy więc na poznański rynek, aby zobaczyć olbrzymią choinkę oraz stajenkę, w której według tradycji chrześcijańskiej narodził się Jezus. W domu przygotowałam ...